31 Młodziakówna
Pani Młodziakowa poprzez nieustannie starała się okazywać swą "nowoczesność" i miała dużą satysfakcję z wyszukiwania kontrastów pomiędzy swoimi "powojennymi" poglądami a postawami swego "staromodnego" lokatora (w takiej opinii o Józiu utwierdzał ją przede wszystkim Pimko odwiedzający od czasu do czasu lokal Młodziaków). Tutaj spostrzega, że w "tenisowym pantoflu" mieści się goździk. Józio wyraźnie widzi, że bywa to wyłącznie wybieg ze strony belfra, który innym sposobem nie ma możliwość odkryć dojścia do Młodziakówy i uzależnić jej od siebie. W ten metodę bohater preferuje ośmieszyć zarówno belfra, jak również innowacyjnego młodzieńca. Bohater czuje, że po raz kolejny został pokonany lecz oczekuje z niecierpliwością punktu kulminacyjnego swego planu - północnej wizyty dwóch amantów. Dzień mija bez pubudzających ciekawość wydarzeń. Do okna Młodziakówny puka Kopyrda. Natychmiast też wpija się w jego usta. Gdy jednakże chwilę później otwarta zostaje druga szafa, z której wychodzi jąkający się belfer, nie wiedzą, jak się zachować. Rozdział XI Przedmowa do "Filiberta dzieckiem podszytego" Dla zachowania symetrii dzieła narrator czuje się zmuszony do umieszczenia "Filiberta dzieckiem podszytego" , a dodatkowo przedmowy do tego rozdziału.

Narrator zastanawia się również, z czego powstało całe to dzieło i twierdzi, że wyjaśnienie tych i innych problemów mieści się w "tajnej symbolice" kolejnego rozdziału. Podobnych przypadków było więcej. "Kulturalniejsza" część publiczności, dla zatuszowania skandalu przed zagranicznymi gośćmi, zaczęła oklaskiwać ten "pokaz". W kilka chwil Józio wypędza go z pokoju. Miętus w międzyczasie wychodzi z pokoju. Po niedługiej chwili, gdy służący nieco się rozochocili, Miętus usłyszał też wiele szyderczych słów odnoszących się do rozmaitych fanaberii gospodarzy, którzy "nie robiom, cięgiem ino żrom i żrom, (.) chorujom, wylegujom się, po pokojach chodzom i gadajom cosik", "bardzo som pażerne i łakome - do góry brzuchem leżom i choroby majom z tego". Aż do obiadu czas upływa w leniwym rytmie. Konstanty postanawia zwolnić parobka z posady lokaja. Zza okna dobiegają szydercze śpiewy i śmiechy dziewek służących i parobków. W późniejszym czasie zmienia zamysł i pragnie zabrać lokajczyka do Warszawy. Na końcu zamieszczony został następując.